16.03.2010 :: 22:25 Link Komentuj (0)

Dziś, dokładnie w trzecią rocznicę naszego poznania się, połączył nas święty sakrament umowy kredytowej.
Czy Ty, kitsonie, ślubujesz wiernie spłacać ze mną ratę w szczęściu i nieszczęściu, zdrowiu i chorobie? Tak mi dopomóż mój pracodawco.


09.03.2010 :: 23:06 Link Komentuj (0)

Umieram na kaszel! Nie śpię w nocy, nie mogę rozmawiać dłużej niż minutę, bez przerwy muszę pić (żeby zwilżyć gardło) i przez to bez przerwy latam do toalety, dostaję ataku w najmniej odpowiednich momentach i jeszcze mi się dostaje, że nie chodzę do lekarza.

Marzec mamy już powiedzmy roboczo stracony, ale jeżeli w przyszłym miesiącu usłyszę chociaż raz słowo libor, wibor, marża, spread, euro, księga wieczysta, wypis aktu notarialnego, zaświadczenie, potwierdzenie, to nie ręczę za siebie! Kwiecień-plecień co przeplata ma być miesiącem układania paneli i wieszania firan w oknie.

A w zeszłym roku też przeprowadziliśmy się w kwietniu. Ekspres.


30.01.2010 :: 23:21 Link Komentuj (5)

Tak łatwo pomylić strach ze smutkiem. A przecież nie jest mi źle, tylko zwyczajnie się boję. Drżę przed największą "akcją" mojego dotychczasowego życia. Nawet nie będę udawać, że wszystko ogarnęłam, że sprawuję pełną kontrolę. Tak wiele szczegółów wymyka się, wyślizguje i nie daje złapać. Są chwile, kiedy dziecięcy śmiech wypiera nagła i nieopanowana ochota, żeby po gówniarsku się rozbeczeć.

Z mieszkaniem jest jak z facetem na całe życie- otwierasz drzwi i masz dokładnie 3 sekundy, żeby to poczuć. Pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Ja oczami wyobraźni zobaczyłam w nim siebie przez kolejne X lat: wózek w przedpokoju, wielkie drewniane łóżko w półsłonecznej sypialni, gigantyczna kanapa, na której siedzimy z przyjaciółmi i przytulna kuchnia, idealna aby zawiesić w niej czosnek i postawić słoiki z marynowaną papryką. Jemu zajęło to troszkę więcej czasu, w sumie nawet nie wiem czy poczuł to mieszkanie w pełni. Mimo wszystko działamy, żeby było nasze.

Znowu testuję swoje szczęście. Wiele zależy od szczegółu w mojej umowie. Mimowolnie zaciskam kciuki i proszę los o kolejny uśmiech.

Za dużo wszystkiego. Za dużo łez, strachu, niepewności. Wczorajsze niesprawiedliwe odejście Jego kolejnej bliskiej osoby... zastanawiam się, jak wiele bólu i pożegnań może znieść człowiek w ciągu kilku miesięcy i czy w ogóle można się na to przygotować?
Panicznie boję się o tatę, którego pokroją za miesiąc. Jestem w stanie wyobrazić sobie absolutnie każdego człowieka w szpitalu- oprócz mojego taty.
Wszystko to w tak ważnym dla nas czasie. Nie chcę zacząć wierzyć, że istnieje jakaś równowaga między pozytywami a negatywami życia. Nie! Niech ta szala pozostanie mocno przechylona pod ciężarem plusów.

Drżę i wkręcam sobie różne rzeczy. Nie ma dnia, nie ma nawet godziny bez niemiarowego kołatania serca. Jeśli jadę samochodem i nagle pomyślę, że mi słabo, muszę natychmiast się zatrzymać. W autobusie muszę mocno starać się, żeby nie omdleć, więc dyskretnie chowam głowę między nogi i udaję, że czegoś szukam, w nadziei że krew szybko uderzy do mózgu i że mi przejdzie.
Nie ma mnie dla świata. Jestem totalnie nietowarzyska. Nie mam podzielności uwagi, jeśli się stresuję. Nie umiem bać się i normalnie żyć naraz, więc ograniczam życie do strachu. Nie chcę wychodzić do knajpki, nie chcę iść potańczyć, nie chcę umawiać się na ploty z przyjaciółkami, nie chcę się nawet kochać. Chcę leżeć i się martwić. A jak się już wymartwię za wszystkie czasy, to zwyczajnie wstanę i dopnę wszystko na ostatni guzik.






2010
marzec
luty
styczeń
2009
2008
2007
2006
2005
2004


BLOGS
| joe | pie | dud | sos | cud | des |
FASHION
| har | waw | byt | cla | aes | jun | jap |