04.09.2008 :: 18:35 Link Komentuj (1)

Minął miesiąc w stolicy i wypadałoby coś podsumować, zebrać myśli, poskładać do kupy. Miałam dużo pisać, ale nie mam tu dwóch podstawowych motywatorów: czasu i natchnienia. Bardziej natchnienia.

Warszawa nauczyła mnie, że trzeba wszystko lepiej, szybciej, mocniej, więcej. Żeby tak było musisz przycwaniaczyć. Musisz się przepchnąć, wcisnąć, zapomnieć o wszelkich delikatnych zagrywkach- albo walisz prosto z mostu i bierzesz co chcesz, albo nie masz nic. Tutaj każdy jest lepszy od ciebie. Za dobry, zbyt ważny by stać w korku- można jechać chodnikiem. Zbyt cenny jest czas by stać na lewoskręcie- można skręcac w lewo z prawego pasa. I jedna ze sztandarowych zasad: możesz jechać jeśli jest pomarańczowe, możesz jechać jeśli jest czerwone, o ile jeszcze nie jesteś na lini strzału prostopadłego pasa i o ile zręcznie miniesz slalomem pieszych.
Jeśli się pomylę na drodze i na 4 sekundy wtrzymam lub spowolnię nieco ruch, mogę mieć pewność, że moja obca rejestracja wywoła jedną z dwóch reakcji:
1) Okey, nie jest stąd, ma prawo się pomylić, przepuszczę ją przodem, ułatwię jej
2) Co za łódzka ku*wa, naucz się jeździć suko [klakson]


Spotkałam na drodze wielu ludzi zbyt ważnych, zbyt dobrych na reakcję numer jeden. Nie probuję już również przepuszczać kogokolwiek z podrzędnej ulicy. nawet jeśli próbuje wyjechać już strasznie długo i bezowocnie z uwagi na duże natężenie ruchu. Niewybaczalne bowiem jest to, że zabieram bezpowrotnie dwie, trzy skundy z życia kolesia jadącego za mną srebrnym mercem.

Branża nauczyła mnie, że można mieć wszystko for free, że praktycznie za nic nie trzeba płacić, jeśli się wie do kogo zadzwonić, co powiedzieć, na kogo się powołać. Ratuję w sobie jeszcze te resztki skrupułów i delikatnej dyplomacji, ale boję się, że szpony warszawsko-branżowej pazerności i na mnie odcisną swoje mocne piętno. Nie jestem już sobą, nie tą sprzed miesiąca. O godzinie 22 wykonuję służbowy telefon, którego czas wynosi rekordowe 49 minut. W imię czego? Nie wiem. Mój ukochany puka się w głowę. Słusznie.
Nie ma takich spraw, które nie mogą poczekać do jutra- tej zasady ciągle się jeszcze uczę. Jest trudno, bo lubię mieć wszystko skończone, ułożone. W branży gdzie wszystko jest na wczoraj a każda rzecz musi być "na za moment" nigdy nie będzie porządku.

Nie podoba mi się połowa mojej pracy, ta PijaRowa. Nie widzę się w tym, może nawet nie chcę. Zaczynam kombinować jak się z tego wykręcić, mimo perspektywy niezłej kasy i fajnego tytułu- nie nie, chyba raczej nie. Dam sobie jeszcze te dwa próbne miesiące, ale nie wiem...

Nie chcę się stąd wyprowadzać, na razie nie myślę o wynajmie mieszkania. Wizja prowadzenia gospodarstwa domowego z ukochanym jest naprawdę kusząca, ale nie jestem gotowa, nie będę umiała ogarnąć takiej ilości spraw. Na razie mam komfortowe, wymarzone warunki- wikt i opierunek zapewniony przez "teściów", zero zmartwień o dom, codziennie śniadanie do pracy, obiad ciepły na stole gdy wracam, niemalże pełna swoboda życia z ukochanym. Żadnych problemów- aż jestem niesamowicie zaskoczona tym faktem jak cudnie udało nam się ułożyc tu swoje małe prywatne gniazdko pod jednym dachem.

Skrupulatnie liczę kasę. Założyłam nawet mały zeszyt i notuję każdą wydaną złotówkę. Dopiero na papierze widać jak ostro schodzą...

cdn



26.08.2008 :: 22:59 Link Komentuj (3)

Czuję, jakby moje życie było grą w Simsy. Ale na etapie ledwo co stworzonej rodziny, którą wprowadzamy na parcelę :)
Na razie mieszkam w małym mieszkanku, w którym chciałoby się poupychać te wszystkie fajne sprzęty typu plazma i wielka czerwona sofa, ale po prostu nie ma miejsca. Przychodzę z pracy i zarabiam tę początkową stawkę, która ledwo starcza na opłacenie rachunków i jedzenie do lodówki [moja super warszawska pensja zmieniła w moich oczach status z "całkiem zadawalającej" na "kurde, co tak mało?"].

Po pracy codziennie próbuję zapełnić na zielono mój wskaźnik rozrywki, ale nim komfort, rozrywka i towarzystwo zazielenią swe paski tp już się robi prawie północ i muszę się natychmiast położyć do łóżka [uważając by nie pomylić opcji "bara-bara" i "postaraj się o dziecko"- ale to już zaawansowane opcje z sims2].

Wstaję o 7.30 na niepełnym zielonym pasku energii!

Wiem, że muszę uczyć się techniki i charyzmy żeby wspiąć się na kolejny szczebel mojej profesjonalnej kariery, ale po prostu nie mam czasu. Że o kondycji nie wspomnę...

Kurcze, ta gra chyba ma zbyt duży wpływ na moje zycie :)






2008
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
2006
2005
2004


BLOGS
| joe | pie | dud | sos | cud | des |
FASHION
| har | waw | byt | cla | kra | aes | jun | jap |